Codziennosc

RPA – tęczowy naród? Kraj skrajności.

Ludzie mieszkający w RPA opisują swój kraj jako tęczowy naród. Znajdziemy tu czarnych, białych, azjatów, hindusów, europejczyków, kolorowych… Mówi się tu w 11 oficjalnych językach, gdzie język angielski i afrikaans są głównymi. Ponadto widzi się mnóstwo ludzi innych narodowości rozmawiających miedzy sobą w swoich własnych językach. Na przykład ja rozmawiam z moim synkiem po polsku; w biurze, gdzie pracuję jest Włoch, który od czasu do czasu prowadzi rozmowy po włosku, Niemiec, który także rozmawia w swoim języku oraz Polak, z którym czasami porozumiewam się po polsku albo czymś co można nazwać ‘polgielskim’ (typu: ‘chcesz cooldrinka?’, ‘jechałeś motorwayem?’)

Jeśli miałabym opisać RPA, powiedziałabym, że jest krajem skrajności.

Z jednej strony widać ludzi, którzy żyją w slumsach, żebrzą na ulicach. Proszą o pieniądze od ludzi siedzących w dobrych samochodach, popijających Colę Light albo shake’a z McDonald’s.

(źródło: http://www.timeslive.co.za)

Gdzieś widać człowieka ciągnącego wielki wózek z zebranymi materiałami do przetworzenia; chce je sprzedać, żeby zarobić na papkę kukurydzianą. Obok szybko przejeżdża Porche.

(źródło: drphelanipresume.blogspot.com)

Obok na skrzyżowaniu żebrze kobieta z dwójką dzieci. Powoduje u mnie wyrzuty sumienia, bo moje dziecko je truskawki albo chrupka, a w domu ma tonę zabawek oraz szafę pełną ubranek.


(źródło: I have a name – Facebook)

Są dzielnice z wielkimi domami z ogrodami i basenami, i garażami na kilka aut. Zaraz obok nich są miasta wydzielone, slumsy, gdzie domy, tzw. shacks – budy, zrobione są z tego, co udało się znaleźć w śmieciach lub ukraść. Tu Sandton obok Alexandra.

Unequal-Scenes-Sandton-Alexandra-Johnny-Miller(źródło: http://www.ourfriends.co)

Szpitale prywatne mają różne standarty, ale w większości można mieć swój własny pokój, telewizor, łazienkę; na śniadanie, obiad przynoszone jest menu, od czasu do czasu herbatka z ciastkiem; ceny są wysokie, nie każdy jest w stanie opłacić prywatną opiekę zdrowotną i prywatne ubezpieczenie medyczne. Dla biedniejszych ludzi jest szansa w szpitalach rządowych, gdzie kolejki są długie, miejsc niewiele, a opieka (delikatnie mówiąc) nie najwyższej jakości, nie są czyste, przez co również niebezpieczne.

(źródło: sihma.org.za)

Kobieta pracująca w domu, sprzątająca, robiąca pranie i prasowanie zarabia 150 randów za dzień. Wykształcony pracownik zarabia tyle za godzinę, a osoby na wysokich stanowiskach dużo więcej. Pan prezydent Jacob Zuma zarabia 11.145 randów dziennie (www.mywage.co.za).


(źródło: thedailyvox.co.za)

Istnieją szkoły, gdzie dzieci uczą się siedząc pod drzewami, często bez podręczników. Szkoły prywatne, drogie, niektórych przeciętny obywatel nie byłby w stanie opłacić używają komputerów Apple w klimatyzowanych pomiszczeniach.

(źródło: timeslive.co.za)

Podczas gdy jedni kupują tyle ubrań, że prawie wysypują się z wózków w Woolworths lub wydają 350 randów na ubranko dla dzidziusia w CottonOn, są ludzie, którzy jedzą kaszkę kukurydzianą na śniadanie, obiad i kolację, niemal każdego dnia. Zrozumcie: papka jest smaczna, ja sama ją jem od czasu do czasu, ale razem z warzywami i mięsem, sama w sobie chyba jednak nie ma zbyt wiele witamin i minerałów….


(źródło: sunfire.co.za)

Pomiędzy tym jest grupa ludzi, którzy pracują i zarabiają średnio, nie mają może Porche, ale na Forda lub Hundaya ich stać, mieszkają w domach na kredyt lub mieszkaniach w kompleksach, stać ich na posiadanie maid, czyli sprzątaczki raz w tygdniu, wystarcza im by mieć zdrową, zbilansowaną dietę oraz na prywatne ubezpieczenie medyczne… nie jest tak, że jest tu tylko albo tak – albo tak. Jednak różnica między ludźmi, których mija się na ulicy jest wielka i rażąca.
Czy kiedyś RPA się zmieni? Czy będzie mniej korupcji, a więcej zawodów, gdzie ci najbiedniejsi będą mogli zarabiać? Czy będzie mniej przestępczości, a więcej miłości, czy będzie mniej rasizmu, a więcej jedności? Nie wiem, co będzie jutro i czy jutro dla mnie będzie? Wiem jednak, że można przynieść innym nadzieję na to lepsze.


Wersety na dziś:
Chcę cię dziś pouczyć o twojj drodze, abyś swoją ufność pokładał w Panu. Przypowieści Salomona 22:19
Synu mój! Daj mi swoje serce, a twoje oczy niechaj strzegą moich dróg! Przypowieści Salomona 23:19

Advertisements

Łyżwy

Wielokrotnie zdarzało mi się marudzić na temat tego, że nie mogę spokojnie wyjść z domu i przejść się na spacer, jak to bywało w Polsce. Ze względu na moje bezpieczeństwo, nie ma możliwości po prostu otworzyć drzwi i iść gdzie nogi poniosą. Oczywiście, są takie dzielnice, gdzie jest to jak najbardziej możliwe, ale nie w miejscu, w którym mieszkamy my. Jeżeli chcemy iść na spacer, wsiadamy w samochód i jedziemy w dzielnicę bezpieczniejszą lub do jednego z wielu parków. Ale kto wie, może niedługo zmienimy nasze miejsce…?

Postanowiłam jednak zaakceptować sytuację zastaną tutaj i skupić się na tak wielu pozytywnych rzeczach, które oferuje Afryka. Jednym z takich miejsc są safari lub game reserves, gdzie można podziwiać naturę i zwierzęta w ich środowisku, ale nie tylko. RPA oferuje wiele w zamian za różne utrudnienia w codziennych “rozrywkach” jak przejażdżka rowerem.

Kiedy pakowałam swoje ulubione łyżwy w torbę, wiele osób uśmiechało się i dziwiło, po co. Wiele mówiło, że chciałoby zobaczyć murzyna na łyżwach.

Okazało się, że było warto, ponieważ niedaleko naszego miejsca zamieszkania, w centrum handlowym stworzono sztuczne lodowisko, które jest dużo większe i bardziej zadbane niż nasze legnickie. Wstęp kosztuje R55 (około 15 złotych) i wypożyczenie łyżew R25 (około 7 złotych). Nie ogranicza się czasu, jaki można spędzić na lodowisku. Wchodzisz – płacisz. Bilet traci ważność, kiedy opuszczasz lodowisko. Jest to naprawdę super, ponieważ ja byłam przyzwyczajona do systemu tercjowego 45 minut jazdy, 15 minut przerwy i nowy bilet. My zazwyczaj wybieramy się w środy, ze względu na to, że w ten dzień, płaci się jedynie połowę ceny za wszystko! 🙂 Powiem szczerze, że poziom zaawansowania niektórych łyżwiaży był zdumiewający!

DSC_0151

DSC_0106

DSC_0130

Łyżwiarstwo jest jednym z wielu atrakcji dostępnych w Republice Południowej Afryki. Czy może to zastąpić spokój, jaki oferuje Europa? Z pewnością nie. Należy jednak nauczyć się żyć w nowy sposób i cieszyć się tym, co daje Bóg w swoich błogosławieństwach każdego dnia.

Załączam krótki filmik, który zrobiłam podczas naszej jazdy 🙂

“Strzeżonego Pan Bóg strzeże”

O tym, że RPA jest jednym z najniebezpieczniejszych krajów świata, wiedzą niemal wszyscy. Kraj ten słynie z opowieści o morderstwach, napdach, gwałtach i obrabowaniach – i wiele z nich jest prawdą! W Polsce wiele się słyszy, o tym jak to każdy chodzi tutaj z bronią, bo inaczej nie da się tutaj przeżyć. My nie posiadamy takowej broni i nie zamierzamy, jednak ostatnie przeżycia zmusiły mnie do refleksji na temat niebezpieczeństwa i zagrożeń w RPA. Zastanawiałam się nad tym, czy zagrożenie dookoła zależy jedynie od napastników, czy również od nas samych? Czy moja postawa stawia mnie w miejscu niebezpieczeństwa, czy ono przychodzi samo, bez wzgledu na to, jaką postawę przyjmuję ja?

Prawda jest taka, że żyjąc tutaj należy ciągle bardzo uważać i mieć “oczy dookoła głowy”. Należy stosować środki ostrożności, które w Polsce zdawałyby się wielką przesadą. Republika Południowej Afryki jest krajem, w którym mieszka wielu ludzi, wielu imigrantów, a w tym Polaków. Jest to kraj rozwinięty, w którym żyją ludzie bogaci i biedni.
Codziennym widokiem na ulicach są (zazwyczaj czarni) ludzie, którzy  próbują sprzedać to ładowarki do telefonów, to okulary, to koszulki, itp. Inni natomiast zbierają śmieci od kierowców, żeby zyskać kilka randów. Inni rozdają ulotki. Inni stoją i żebrzą. Matki z dziećmi siedzą na skrzyżowaniach oczekując, że ktoś im coś da. To może sprawić, że człowiek przestaje uważać, przyzwyczajony do ludzi chodzących środkiem ulic, między samochodami.
Ponadto, bardzo ważne jest to, w której dzielnicy się znajdujemy. Są dzielnice strzeżone, w których można pójść na spacer, ale są też miejsca, gdzie jest niebezpiecznie jechać samochodem. Tutaj pierwszy raz w życiu usłyszałam o przestępstwach takich jak car-jacking, czyli uprowadzenia samochodów oraz smash and grab, kiedy rozbijana jest szyba samochodu, po czym wszystko, co możliwe, jest zabierane.

Tak i my, jadąc ulicą w Johannesburgu, z lekko uchylonymi szybami, siedzieliśmy spokojnie, z zapiętymi pasami w naszym samochodzie. Prawda jest taka, że wjeżdżaliśmy do nieco podejrzanej dzielnicy. Podszedł do nas żebrak, młody, czarny chłopak, który zapytał o pieniądze, kładąc swoją rękę na szybie od strony kierowcy. Słysząc odpowiedź negatywną oraz widząc, że kierowca próbuje zamknąć okno, pchnął je z całej siły w dół, krzycząc, że chce telefon i portfel, wkładając rękę do kieszeni i grożąc, że jeśli tego nie dostanie, to nas zastrzeli. Wszystko działo się bardzo szybko. Podszedł drugi chłopak, wyrzucając z siebie podobne słowa, pełny nienawiści domagając się tych rzeczy. Oddaliśmy część tego, co mieliśmy i usłyszeliśmy: “Okay, and now go!” (Okay i teraz idź!). Oszołomiona w szoku, z mojego telefonu, który nam pozostał wybierałam numery to banku, to naszego operatora komórkowego…

Kilka dni jeszcze byłam w szoku. W głowie kłębiły się myśli: po co tu jestem, dlaczego nie zdecydowaliśmy się zostać w Europie, dlaczego ludzie decydują się mieszkać tutaj, kiedy na każdym kroku może się zdarzyć tragedia. Jak można przynależeć do miejsca, w którym rodacy chcą obrabować i ograbić. Myślę jednak, że RPA ma tak wiele pozytywnych stron, które wynagradzają w 150 procentach konieczność bycia ostrożnym.

Cała sytuacja nauczyła mnie kilku zasad podróżowania samochodem w RPA:

1. Należy zawsze zamykać okna. Jeśli jest gorąco, używać AC (klimatyzację powietrza)
2. Nie należy kupować od przydrożnych sprzedawców oraz dawać pieniędzy żebrzącym. Większość z nich nie jest niebezpieczna, ale może się okazać, że są bandytami lub informatorami innych (przekazują wiadomość o zawartości naszego samochodu).
3. Rzeczy osobiste, torebki, należy pozostawiać w bagażniku lub pod siedzeniem – w miejscu niewidocznym.
4. Zatrzymując się na światłach, należy pozostawić miejsce za poprzedzającym nas samochodem, aby mieć możliwość ucieczki.
5. Należy unikać podejrzanych dzielnic lub townships, takich jak Alxandria, gdzie zagrożenie jest większe.
6. Dobrze jest mieć szyby pokryte specjalnym materiałem, który utrudnia ich wybicie.
7. W razie bezpośredniego zagrożenia nie należy protestować oddania swoich rzeczy, gdyż można przypłacić za nie zdrowiem lub życiem.
8. W razie zauważenia innego wypadku, nie należy się zatrzymywać i udzielać pomocy, lecz powiadomić o tym władzę. Często zdarzają się pozorowane wypadki.

Mieliśmy także do czynienia z tutejszą Policją. Początkowo Ian nie był zbyt zainteresowany udaniem się na policję ze zdarzeniem. Wielkie ślady dłoni przestępcy na szybie samochodu nie dawały mi spokoju i wprowadzały w poczucie strachu. Postanowiliśmy udać się na posterunek jeszcze tego samego dnia, jednak w naszej dzielnicy. Tutaj też mieliśmy ciekawe zdarzenia.
Zajechaliśmy na miejsce około 17 tego samego dnia. Niestety natrafiliśmy na godzinę, kiedy wymieniano zmiany. Po złożeniu zeznań, policjantka grzecznie poprosiła nas, abyśmy sobie poszli do domu i zadzwonili na podany przez nią numer, a funkcjonariusze mieli przyjechać do nas do domu i spisać zeznania. Po wykonaniu telefonu i kolejnym złożeniu zeznań, policjanci odesłali nas z powrotem na psoterunek. Postanowilismy pojechać tam następnego ranka. Spotkaliśmy białego mundurowego, który przypominał mi tych ze znanych seriali telewizyjnych typu CSI. Zajął się nami szybko. Kolejne zeznania. Usłyszawszy, gdzie zdarzenie miało miejsce, odesłał nas na posterunek w tamtejszej dzielnicy, zachęcając do złożenia zeznań, otwarcia sprawy i wszczęcia dochodzenia. Tam było nieco komicznie i tragicznie. Policjant przyjął zeznania, nie zawsze wiedząc jak napisać dane słowo, tj. lucturer lub slightly. Jest to dośc zrozumiałe – pisownia angielska nie ma nic wspólnego z wymową. Następnie poprosiliśmy o to, aby zebrali odciski palców z szyby. Odesłano nas na inny posterunek. Tam po raz koleny, telefonicznie musielismy udzielić wszystkich informacji. Okazało się, że osoba zajmująca się zbieraniem tego typu poszlak znajduje się teraz na policji, gdzie byliśmy chwilę przedtem. Musieliśmy tam wrócić. Będąc na miejscu, udaliśmy się do kapitana, któremu musieliśmy wyjaśnić naszą sprawę. W między czasie ktoś próbował się do nas dodzwonić, lecz w całym gwarze i zamieszaniu, nie słyszeliśmy telefonu. Był to policjant, który przyjął nasze zeznania. Chciał przekazać nam, że zbierający odciski palców jest tutaj. Kiedy odddzwoniliśmy przyszedł do biura kapitana i zastał kilku policjantów. Powiedział, że zbierający już pojechał. Nastąpiła wielka, głośna kłótnia między mundurowymi. Jedni starali się działać na naszą korzyść, a przyjmujący zeznania chciał nas odesłać z powrotem. Dzięki Bogu, przysłali zbierajcego, który zebrał odciski i mogliśmy odjechać na gorącą czekoladę i sernik z truskawkami.

Szczerze mówiąc, nie wierzyłam, że ktoś się zajmie tą sprawą. Nie tak długo później dostaliśmy wiadomość z komisariatu, że kogoś złapali. Jak się to dalej potoczy, nie wiem. Wiem jednak, że tutejsza policja wywołała we mnie odczucia zarówno pozytywne jak i negatywne.

Czy jest to kraj niebezpieczny? Jest. Czy można tutaj przeżyć? Jak najbardziej. Trzeba jednak mieć oczy otwarte, być ostrożnym, a można rozkoszować się tym pięknym miejscem, zwanym Krainą Tęczy.


Dobrze jest mieć wokół siebie przyjaciół, którzy wesprą w czasach kryzysu. Butelka na wodę z wersetem od Cassy!

20140818_10354920140818_103236

Don’t worry about anything; instead, play about everything (Nie martw się o nic; zamiast tego, módl się o wszystko)


I werset dnia:

“Nie troszczcie się o nic, ale we wszystkim w modlitwie i błaganiach z dziękczynieniem powierzcie prośby wasze Bogu” Filipian 4:6

Kulinarnie

Dzieje się… kulinarnie i niekulinarnie. Nie jest to blog na temat jedzenia, ale tego, co tutaj się dzieje. A ponieważ dzieje się także w kuchni, dlatego będzie o jedzeniu. Dzisiaj będzie kulinarnie, a niebawem post nieco bardziej odnośnie życia i przygód tutaj.

Razem z Ianem bardzo polubiliśmy kuchenne przygody. Prawda jest taka, że początkowo zupełnie w kuchni nie mogliśmy się dogadać i myślałam, że najlepiej będzie, jak każde z nas będzie działało w pojedynkę, po swojemu i na osobności twarzą w twarz z przyborami kuchennymi. Cieszę się jednak, że udało nam się odnaleźć wspólny język i na tym obszarze wspólnego życia.

Jeśli zapytacie mnie, co jest tradycyjnym jedzieniem w Republice Południowej Afryki powiedziałabym: mięso, mięcho, mięsiwo i każdy możliwy kawał mięska na… grillu znanym tutaj jako braai. To właśnie tak spędza się wspólnie czas: czekając na wielki kawał pysznie wypieczonego steka wołowego. Najlepiej upiec super-wielki kawał miesa krowiego, żeby potem podzielić między wgłodniałych gości.

DSC_0056

DSC_0055
Architektonicznie: kochani, posiadanie grilla wbudowanego w ścianę mojego balkonu jest jednym z najcudowniejszych rzeczy w naszym mieszkaniu! Polecam, polecam, polecam! Dym wychodzi przez komin, więc nie przeszkadza nikomu. Jednak na wylocie komina należy ustawić kolce przeciw ptakom, w przeciwym razie na naszym cudownym braai, możemy odnaleźć ptasie kupy, które nie sprzyjają apetyczności dania…

DSC_0052

DSC_0053
Powracając do jedzenia, przygotowałam nasze europejskie szaszłyki, a Ian zabawił się z plastrami wołowiny. Do tego przygotowaliśmy frytki ze słodkich ziemniaków i mieliśmy wyżerkę!
Skromnie powiem, że było pysznie!

DSC_0068

DSC_0073

Kolejnym osiągnięciem było ponowne robienie makaronu. Tym razem postanowiliśmy zrobić potrójną porcję, aby mieć więcej do zamrażarki. Nowością były wheat-free plastry lasagne, więc byliśmy w stanie przygotować nasz ulubiony posiłek.

DSC_0095

DSC_0099

DSC_0113

A oto nasze zasoby na najbliższe tygodnie…

DSC_0121

Muszę przyznać, że Ian robi najlepszy sos bolognese na świecie. Nasz bashamel wyszedł trochę za gęsty, ale następnym razem się poprawimy 🙂

 DSC_0123

DSC_0128

DSC_0133

Ostatnim osiągnięciem było przygotowanie bezglutenowego ciasta na pizzę. Wyszło pyszne, nieco słodkawe i chrupiące. Pierwszy raz w życiu używałam drożdży w poroszku! Na nim było wszystko co możliwe: sos pomidorowy, pomidory, papryka, cebula, pieczarki, liście bazylii oraz oczywiście ser posypany włoskimi ziołami.

DSC_0134

DSC_0137

DSC_0141

Nowość! Świeże awokado smakuje cudownie na pizzy. Wyciągamy pestkę, kroimy w paski, kładziemy na gorącej pizzy, posypujemy odrobiją soli i… smakujemy pyszności! 🙂

DSC_0147

Polskie jedzienie również króluje na naszym stole. Ostatnio ugotowałam zupę ogórkową, ale również pierwszy w moim życiu BIGOS. Może nieco nieskromnie – pycha!
Można tutaj znajeźć niemieckie sklepy, gdzie sprzedają magi, kapustę i ogórki kiszone. Brakuje mi trochę sera białego, ale wiem jak można go zrobić, więc w przyszłości planuję spróbować zrobić bezglutenowe pierogi.

Mam nadzieję, że nie jesteście teraz zbyt głodni, ale zachęceni do swoich własnych kulinarnych podróży!


Werset dnia:
“A więc: Czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek czynicie, wszystko czyńcie na chwałę Bożą.”
I list do Koryntian 10:31

Makaron babci Helenki

W ostatnim poście dzieliłam się tym, że zaczęłam „spełniać się” w gotowaniu i pieczeniu. Jak również wspomniałam, kuchnia bezglutenowa, a właściwie wheat-free, czyli bez pszenicy, jest troszeczkę inna. Jestem jednak wdzięczna, że to tylko uczulenie na pszenicę, a nie na gluten.

Postanowiliśmy zrobić domowy makaron. Przeszukałam pół Internetu, żeby znaleźć dobry przepis na taki makaron. Wszędzie jednak wymagane były rodzaje mąk, których ja nie posiadałam akurat w domu, albo xanthan gum, czyli guma ksantanowa, której  poszukuję we wszystkich sklepach, do których wchodzę. Jeśli nawet się coś już znajdzie, wszystkie te przepisy są skomplikowane i nie dla początkującego „wyrabiacza” makaronu.

Na tym miejscu chciałabym podziękować
mojej ukochanej babci,
która tak wiele mnie nauczyła.

Jako dziecko, mając możliwość brania udziału w jej gotowaniu i pieczeniu (a muszę powiedzieć, że moja babcia jest w kuchni najlepsza na świecie!), mogąc obserwować jej płynne ruchy, podczas ugniatania ciasta, a następnie wałkowanie go aż będzie cieniutki, cieniutki… po czym regularne cięcie go w cieniutki, domowy makaron. To właśnie ona pokazała mi podstawy pracy w kuchni, jak trzymać nóż oraz jak pracować nim aby krajać jedzenie na cienkie paseczki lub w malutką kostkę…

Tak więc pamiętając, jak ona nauczyła mnie robić makaron z mąki pszennej oraz przypominając sobie ją i jej cudowny przepis, zamieniłam mąkę pszenną na żytnią i powstał pyszny, domowy makaron!

DSC_0004

Było przy tym wiele zabawy! Ponieważ Ian bardzo poważnie podszedł do tematu robienia makaronu, postanowił kupić maszynę, która tnie ciasto na różne szerokości, dzięki czemu dało nam się wykonać makaron nitki lub spaghetti (zależy jak długie się chce) oraz tagiatelle. Jednak jeśli nie masz takiej maszyny, wystarczy użyć nóż.

DSC_0007

DSC_0010

W planach jest zaprzestanie kupowania drogiego makaronu bezglutenowego oraz robienie własnego. Jest smaczniejszy, zdrowszy i tańszy! Co więcej, nie trzeba robić go z każdym razem, kiedy planuje się makaronowe danie. Wystarczy wykonać więcej za jednym razem i zamrozić kilka porcji.

DSC_0013

DSC_0014


Werset dzisiejszego dnia:
“A jeśli by dom sam w sobie był rozdwojony, to taki dom nie będzie mógł się ostać.” Ew. Marka 3:25

Urodzinowo

Rano obudzil mnie zapach kawy… pysznej kawy z kawiarki, z podgrzanym mlekiem pol na pol, tak jak lubie. Zaraz po otwarciu moich oczu, maz podal mi pakunek z podarkiem – slodka kartka, przepyszne czekoladki oraz Biblia w ciemnorozowej oprawie z wydrazonymi w niej kwiatami. Piekna.

DSC_0555

Dzien mijal szybko. Byl to pierwszy dzien, kiedy zostalam w domu sama, wiec zabijajac czas, sprzatalam i kontaktowalam sie z przyjaciolmi, rodzina i znajomymi Krolika. Odpowiadalam na maile i wiadomosci, ktore otrzymywalam od przyjaciol z Polski, ale rowniez stad! Okazalo sie, ze  bardzo wiele osob ze zboru oraz z rodziny pamietalo o mnie w tym zwyklym dniu, w ktorym czlowiek staje sie nagle nieco starszy. Niepowiem (tzn. oczywiscie, ze powiem!), bylo to bardzo mile uczucie widziec ze ludzie, ktorzy dopiero przed chwila pojawili sie w moim zyciu, pamietali i mysleli o mnie. Na spolecznosci w zborze i od grupy mlodziezy dostalam przemila kartke z zyczeniami od kazdego, co mnie bardzo ucieszylo oraz upominek od Cassy.
(O zborze, do którego chodzimy napiszę w następnym poście)

Kolejnym prezentem byly dla mnie pierwsze rozmowy z moja rodzina, od kiedy tu przyjechalam. Nadal probujemy zdobyc Internet, uzywamy narazie 3G komorkowego polaczenia. Oczywiscie, zlozylismy prosbe o przeniesienie telefonu domowego oraz Internetu z poprzedniego mieszkania do nowego. Mialo byc wszystko zrobione w zeszlym tygodniu. W tym tygodniu dowiedzielismy sie, ze maja na to od siedmiu do dwudziestu jeden dni roboczych. Wiec czekamy…

Po powrocie Iana, wyszlismy na spacer. Tesknilam za spacerowaniem. Pojechalismy do parku, gdzie moglismy przejsc sie dookola malego stawu. Zobaczylam gesi nowego gatunku oraz przerazilam sie na dzwiek syku przyczajonego gesio-kaczko-labedzia.

DSC_0546

Co ciekawe, moglismy przejsc przez ‘most’ na rzece, ktory byl niczym innym jak glazami wystajacymi z wody. Razem smialismy sie, ze takie rzeczy to tylko w Afryce, bo w Europie ze wzgledu na przepisy bezpieczenstwa, byloby to niedozwolone.

DSC_0552

Co więcej, w parku można zobaczyc dziesiatki miejsc, gdzie mozna usiasc i zrobic picnic przy tradycyjnym braai, czyli grillu! Braai jest tutaj najbardziej popularnym sposobem spedzania czasu i “biesiadowania”. Oto co Poludniowo-Afrykanczycy lubia najbardziej: miecho i wszelkiego rodzaju miesiwo z grilla! Ale nie jakas-tam-kielbacha – musi byc mieso z prawdziwego zdarzenia – wielki kawal steku wolowego lub wieprzowego. Kurczak? A to takie “jedzenie dla bab”!

 DSC_0537

Oczywiscie, wchodzac do tego parku, popatrzylam nieco z zalem na te kepy drzew, przypominajac sobie uroki legnickiego Parku Miejskiego lub ogromnego parku romantycznego we Wroclawiu… Jednak rozkoszowalam sie mozliwoscia spacerowania!

DSC_0545

Ponadto sprawdziłam McDonald’s-owe lody McFlurry – przepyszne! Niestety, oferują jedynie OREO albo czekolada-carmel. Cóż, jednak i tak robią to dobrze.

Miłego dnia!

Tydzień przeprowadzkowy

Obiecałam pisać, a tymczasem nie mam czasu nawet usiąść i odetchnąć powietrzem Johannesburga. Po wielkiej wyprawie do wielu zakamarków RPA, trudno jest uwierzyć, że nie miałam jeszcze czasu zobaczyć miasta, w którym mam mieszkać. Owszem, odwiedziłam wiele sklepów i centrów handlowych.

Co mogę o nich powiedzieć? Wszystkie wyglądają podobnie jak te, które zobaczymy w Polsce, z tą różnicą, że sklepy są zupełnie inne, oczywiście poza McDonald’s, KFC oraz BODY SHOP. IKEA zastępuje mi Mr Price Home, w którym znalazłam talerze dokładnie takie same, jak sprzedaje IKEA, a mój brat z bratową mają w swoim mieszkaniu!

Wreszcie dotarliśmy do nowego mieszkania. Jeszcze przed rozpoczęciem przeprowadzki, pojechaliśmy zobaczyć mieszkanie, w którym mieliśmy spędzić nadchodzący rok. Tak się potoczyły sprawy z naszym nowym miejscem, że zostało ono odmalowane i posprzątane przed naszą przeprowadzką. Ponadto wybrano kolor szary, co bardzo mnie ucieszyło! Problem polegał na tym, że kiedy weszliśmy do mieszkania okazało się ono dużo mniejsze, niż pokazywały fotografie. Duży i przestronny pokój z kuchnią okazał się miniaturowy, podobnie jak wszystko inne. Całe wrażenie potęgowała pustka, brak umeblowania i mocny zapach farby. Po oglądnięciu naszych czterech ścian, wyszliśmy bez komentarza, zamykając za sobą drzwi. Tego dnia przewieźliśmy większość pudeł, materac w rozmiarze queen, biurko i regał na książki. Była to ciężka praca, ale po rozpakowaniu kilku kartonów, mieszkanie zaczęło nabiera kolorów i wyrazu. Położyliśmy się spać około 1, ale budząc się wcześnie rano, popatrzyliśmy na wszystko z innej perspektywy. Mieszkanie było ciasne, ale własne. Nasze małe gniazdko, na początek. Niedługo potem zaczęliśmy nazywać je już naszym domem i spostrzegać wiele zalet lokalizacji i samego mieszkania. Mamy tu wszystko. Począwszy od wygodnej kuchni, poprzez salon, gabinet, sypialnię i łazienkę, aż do malutkiej pralni i balkonu. Bardzo blisko znajduje się nasz zbór, do którego będziemy uczęszczać – 5 minut jazdy; i podobnie duże centrum handlowe ze wszystkimi sklepami, które mogą być nam potrzebne.

DSC_0534

DSC_0532

 DSC_0418

Nasza pierwsza kolacja została przygotowana przez mojego męża, a zjedzona przy kuchennej kamiennej ladzie, siedząc na dwóch kartonach położonych na sobie i nakrytych niebieskim kocem z IKEA. Z pewnością zapamiętamy ten moment. Nierozpakowane rzeczy położyliśmy w pokoju za naszymi plecami, a na stole stały świeżo zakupione świece, które sprawiały, że pomimo całego bałaganu, czuliśmy się jakby wszystko już było na swoim miejscu.

DSC_0421

DSC_0422

DSC_0425

DSC_0430

Kolejnego dnia jednak udało nam się rozpakować wszystkie pudła i już nie mieliśmy na czym siedzieć. Przez kilka dni jedliśmy nasze posiłki siedząc na podłodze lub stojąc przy naszej ladzie. Nie przeszkadzało nam to jednak, cieszyliśmy się wspólnym jedzeniem, które smakowało wybornie oraz widokami z Wrocławia, które otrzymaliśmy w dniu naszego ślubu!

DSC_0435

DSC_0433

Pewnego dnia spróbowaliśmy sugar cane (trzcinę cukrową), więc jak dzikusy, zajadaliśmy kawałek patyka, ciesząc się słodkim smakiem drewna!

DSC_0437

DSC_0440