Lion Park

Ostatnimi czasy nie działo się nic szczególnego… Poza milionem problemów z wizą i innymi ciekawymi wypadkami po drodze. Cóż, Afryka rządzi się swoimi prawami i jest to prawda. Ja, rodowita Europejka, muszę stawiać czoła codziennym wyzwaniom jakie stawiają te prawa. Jednak, jeżeli już wybraliśmy mieszkać tutaj, lub, powinnam powiedzieć, zostaliśmy tutaj w jakiś sposób przyprowadzeni, musimy nauczyć się tutaj żyć. Często nazywam to miejsce dzikim, bo często czuję, że takim właśnie miejscem Afryka jest.

Sobotniego poranka obudził mnie zapach naleśników. Nie otwierałam oczu, rozkoszując się zapachem i dziękując Bogu za mojego męża. Nagle usłyszałam: ‘Halo, halo?’, otworzyłam oczy, a przede mną leżała taca z przepysznymi, pulchniutkimi naleśnikami i ulubioną nutellą.

Kiedy już niemal wszystko zniknęło z talerzy, usłyszałam zarządzenie: Teraz prysznic i wychodzimy. Ale, że co, że gdzie? Więc tego dnia czekała na mnie niespodzianka…

Wyjechaliśmy w niedługą podróż, bo po około 40-stu minutach znaleźliśmy się na miejscu. Moim oczom okazał się imponujący domek ochroniarza. Park Lwów! Nie mogłam w to uwierzyć, bo dużo już zdążyłam usłyszeć o tym miejscu… i bardzo chciałam tam pojechać.

DSC_0647

Spośród kilku opcji, wybraliśmy wjazd do obozów lwów własnym samochodem oraz zabawę z lwiątkami. Bilety okazały się drogie, bo aż R200 (około 57 złotych) za osobę przy wybranym przez nas pakiecie.

DSC_0101

Nasza mała przygoda rozpoczęła się od głaskania małych lwiątek. W obszarze Cub’s World (Świat Lwiątek), stanęliśmy w kolejce przed furtką, która prowadziła do dużego, obszaru, gdzie znajdowały się zwierzęta. Miejsce było otoczone siatką z zawieszonym na niej materiałem. Zastanawiałam się dlaczego tak jest, jednak później zrozumiałam: jest to bardziej dla ludzi niż zwierząt, ponieważ wiele z nich mogłoby czuć się dziwnie, będąc obserwowanym w podekscytowaniu robiąc zdjęcia. Za jednym razem wchodzi około 8 osób, które mogą „bawić się” z małymi lwiątkami. Wejście trwa trochę ponad 10 minut, ale jest to wystarczający czas, żeby zrobić zdjęcia i nacieszyć się tymi małymi stworzeniami, a zarazem ich nie zamęczyć.

DSC_0015

DSC_0029

W części, w której znaleźliśmy się my były cztery kotki – dwa 2,5 miesięczne oraz dwa około 5-cio miesięczne. Trzy z nich wylegiwały się w cieniu i drzemały, jeden był bardzo aktywy i chciał się bawić. Niesamowite przeżycie móc dotknąć takie dzikie zwierzę, które wyciąga się z przyjemności, podczas gdy jest głaskane…

DSC_0036

DSC_0040

Następnie postanowiliśmy przejść się po terenie i ku naszemu zdumieniu okazała się żyrafa! Jedena, odpoczywała pod drzewem, natomiast druga postanowiła dać się wykarmić przez ludzi, którzy stali na podeście, by móc ją dosięgnąć. Zrobiła na mnie niesamowite wrażenie. Jej głowa była ogromna w porównaniu z bardzo cienką szyją. Nie mogłam uwierzyć, jak przyjazne jest to zwierzę!

DSC_0055

DSC_0090

Na terenie znajdowały się także inne zwierzęta: hieny, strusie, zebry, gazele i inne. Przeszliśmy się spacerem, kończąc go na sklepikach oferujących wiele pamiątek – bardzo ładnych do pooglądania. Potem poszliśmy do samochodu, gdzie mieliśmy rozpocząć drugą część naszej wycieczki, która polegała na oglądaniu zwierząt w ich środowisku, będąc w samochodzie. Wiele razy otrzymaliśmy ostrzeżenie, że okna i drzwi muszą być zamknięte. Zaraz po przejeździe przez bramę zrozumiałam dlaczego. Od razu przywitały nas duże, dzikie, białe lwy.

DSC_0165

Przeraził mnie ich widok, nie spodziewałam się, że mogą być one tak wielkie. Oraz, że będą chodziły tak blisko naszego samochodu. Przejeżdżaliśmy zaraz obok nich, obserwując ich zachowanie. Była 11:40, o 12:00 jest ich czas posiłku, więc mogliśmy oglądać jak z niecierpliwieniem przechadzają się w różne strony i wyczekują…

DSC_0192

Czas karmienia był przerażający i zdumiewający. Samochód z klatką z tyłu wjechał na teren, nagle wszystkie lwy i lwice biegły za nim. Mężczyzna stojący w klatce wyrzucał kawałki mięsa – po jednym dla każdego lwa. One jednak rzucały się na mięso, czasami o nie walcząc. Mięso było surowe, zawierało kości, często nawet skórę zwierzęcia. Król obozu – jedyny dorosły lew, po zjedzeniu swojej części walczył o części innych lwów, które uciekały, czasami pozostawiając swoje jedzenie.

DSC_0221

DSC_0405

Cała część składała się z pięciu obozów lwów, jednego obozu dzikich psów oraz jednego obozu gepardów.

DSC_0632

Po wyjeździe, podekscytowani, postanowiliśmy jechać dalej drogą, oddalając się od Johannesburga, chcąc odkryć nieznane. I udało się! Odkryliśmy ciekawe miejsce, które nazywało się Ngwenya Glass Village. Było to niesamowite miejsce, które zgodnie nazwaliśmy oazą. Wszędzie znajdowały się kwiaty, drzewa, zieleń… Przyjemne miejsce na spacer, natomiast kompleks stanowiły małe sklepiki, w których ludzie sprzedawali różne wyroby – to artystyczne, to designerskie, a nawet miód. Był to również raj dla dzieci, gdzie zorganizowano dla nich zajęcia z tworzenia świec, ale również znajdował się tam ładny plac zabaw. My postanowiliśmy odetchnąć od gorąca i wypić coś zimnego, rozkoszując się zielenią…

DSC_0664

DSC_0667


Werset dnia:

“…Zwyciężył Lew z z pokolenia Judy, korzeń Dawidowy…” [Jezus] Objawienie Jana 5:5

Advertisements

2 comments

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s